piątek, 28 marca 2008

Pacyfikacja Michniowa

12 lipca 1943 r. na ziemi kieleckiej wydarzyła się tragedia, która wstrząsnęła całą okupowaną Polską. We wsi Michniów nieopodal Suchedniowa niemieccy oprawcy zamordowali ponad 200 osób, większość z nich paląc żywcem. Miejscowość została zrównana z ziemią ku przestrodze kwaterującym w pobliskich lasach partyzantom, którzy wkrótce powzięli krwawy odwet. Oto nieco już zapomniana historia pacyfikacji Michniowa.

Tego pamiętnego dnia partyzanci ze zgrupowania Jana Piwnika "Ponurego" przebywali w obszernym kompleksie leśnym w okolicach Wykusu, gdzie znajdowało się ich obozowisko. 12 lipca miał być dniem wytchnienia dla żołnierzy po forsownym szkoleniu oraz pierwszej poważnej akcji - ataku na pociąg w Łącznej. Około południa pochodzący z Michniowa ppor. "Stefan" doniósł "Ponuremu" o niemieckiej obławie rozciągającej się wokół wsi. Nastąpiła natychmiastowa mobilizacja, stuosobowy leśny oddział uzbrojony w pistolety maszynowe, granaty i cekaemy wyruszył na odsiecz bezbronnym mieszkańcom.

W ciągu dwóch godzin morderczego marszu partyzanci nie słyszeli ze strony Michniowa odgłosów wystrzałów, uznając to za dobrą monetę. Jednakże w miarę zbliżania się do celu coraz bardziej czuć było dym ze wznieconych przez Niemców pożarów, w pewnym momencie dziwny swąd unoszący się w powietrzu wywołał przerażenie w oczach żołnierzy. "Ludzi spalili!" - zaczęło się nieść echem po biegnącym szeregu.

Gdy "Ponury" dotarł z oddziałem do wsi, nakazał natychmiast spenetrować ocalałe z pożaru chałupy. Wokół nie było nikogo - ani Niemców, ani mieszkańców. Wkrótce zauważono spalone zwłoki mężczyzny na progu jednego z domostw, ciszę przerwał krzyk partyzanta, który w mężczyźnie tym rozpoznał swojego ojca...

Skutki niemieckiej obławy były przerażające - kobiety i dzieci zagoniono do stodół i obór, które następnie podpalono. Ich ciała leżały pokotem w strawionych ogniem budynkach. Mężczyźni prawdopodobnie zostali zastrzeleni w walce lub ucieczce, a następnie rzuceni w płomienie. Część wsi pozostała nietknięta, uratowani ludzie zgromadzili się wokół leśnego oddziału, przynosząc wodę i żywność dla swoich żołnierzy.

Po zmroku załamany "Ponury" siedział na ziemi ściskając dłońmi głowę, nie mogąc się oprzeć wrażeniu, że partyzanci, którzy mieli pomagać miejscowej ludności, sprowadzili na nią zgubę. W tym samym czasie rozesłane wokół patrole przyniosły meldunki o planowanym przejeździe pociągu wiozącego niemieckich żołnierzy na urlop z Warszawy do Rzeszy. Żądny odwetu dowódca poderwał oddział i skierował go w stronę torów. Minerzy wyłożyli na nasypie ładunki trotylu, jednakże nie zdążyli uzbroić ich przed przyjazdem lokomotywy. Pociąg przejechał nienaruszony, partyzanci zaczekali jednak cierpliwie na kolejny, zaplanowany na godzinę 2:40. Gdy maszyna zatrzymała się bezradnie na torowisku setka rozwścieczonych Polaków runęła w stronę wagonów. Bilans odwetu był wręcz niesłychany - zabito lub ciężko raniono kilkudziesięciu Niemców (dane polskie i niemieckie są rozbieżne) przy minimalnych stratach własnych.

Z samego rana, 13 lipca 1943 r. Niemcy doprowadzili swoją zemstę do końca - rozstrzelano pozostałych przy życiu mieszkańców Michniowa, którzy nie zdecydowali się wcześniej na ucieczkę ze spalonej wsi. Po wojnie, w celu upamiętnienia bestialsko zamordowanych ludzi, ustawiono zbiorowy grób z nazwiskami ofiar. W ostatnich latach wybudowano także muzeum martyrologii, w pobliżu którego ustawiane są krzyże symbolizujące podobne wydarzenia w innych miejscowościach Polski. Placówka ta ma niebawem zmienić swoje oblicze, za sprawą twórców Muzeum Powstania Warszawskiego. Ich projekt zakłada przeistoczenie muzeum w multimedialne centrum, przekazujące wiedzę o tragicznych wydarzeniach w nowoczesny, intrygujący odwiedzających sposób.

0 komentarze:

Prześlij komentarz