12 lipca 1943 r. na ziemi kieleckiej wydarzyła się tragedia, która wstrząsnęła całą okupowaną Polską. We wsi Michniów nieopodal Suchedniowa niemieccy oprawcy zamordowali ponad 200 osób, większość z nich paląc żywcem. Miejscowość została zrównana z ziemią ku przestrodze kwaterującym w pobliskich lasach partyzantom, którzy wkrótce powzięli krwawy odwet. Oto nieco już zapomniana historia pacyfikacji Michniowa.

Tego pamiętnego dnia partyzanci ze zgrupowania Jana Piwnika "Ponurego" przebywali w obszernym kompleksie leśnym w okolicach Wykusu, gdzie znajdowało się ich obozowisko. 12 lipca miał być dniem wytchnienia dla żołnierzy po forsownym szkoleniu oraz pierwszej poważnej akcji - ataku na pociąg w Łącznej. Około południa pochodzący z Michniowa ppor. "Stefan" doniósł "Ponuremu" o niemieckiej obławie rozciągającej się wokół wsi. Nastąpiła natychmiastowa mobilizacja, stuosobowy leśny oddział uzbrojony w pistolety maszynowe, granaty i cekaemy wyruszył na odsiecz bezbronnym mieszkańcom.
W ciągu dwóch godzin morderczego marszu partyzanci nie słyszeli ze strony Michniowa odgłosów wystrzałów, uznając to za dobrą monetę. Jednakże w miarę zbliżania się do celu coraz bardziej czuć było dym ze wznieconych przez Niemców pożarów, w pewnym momencie dziwny swąd unoszący się w powietrzu wywołał przerażenie w oczach żołnierzy. "Ludzi spalili!" - zaczęło się nieść echem po biegnącym szeregu.
Gdy "Ponury" dotarł z oddziałem do wsi, nakazał natychmiast spenetrować ocalałe z pożaru chałupy. Wokół nie było nikogo - ani Niemców, ani mieszkańców. Wkrótce zauważono spalone zwłoki mężczyzny na progu jednego z domostw, ciszę przerwał krzyk partyzanta, który w mężczyźnie tym rozpoznał swojego ojca...
Skutki niemieckiej obławy były przerażające - kobiety i dzieci zagoniono do stodół i obór, które następnie podpalono. Ich ciała leżały pokotem w strawionych ogniem budynkach. Mężczyźni prawdopodobnie zostali zastrzeleni w walce lub ucieczce, a następnie rzuceni w płomienie. Część wsi pozostała nietknięta, uratowani ludzie zgromadzili się wokół leśnego oddziału, przynosząc wodę i żywność dla swoich żołnierzy.
Po zmroku załamany "Ponury" siedział na ziemi ściskając dłońmi głowę, nie mogąc się oprzeć wrażeniu, że partyzanci, którzy mieli pomagać miejscowej ludności, sprowadzili na nią zgubę. W tym samym czasie rozesłane wokół patrole przyniosły meldunki o planowanym przejeździe pociągu wiozącego niemieckich żołnierzy na urlop z Warszawy do Rzeszy. Żądny odwetu dowódca poderwał oddział i skierował go w stronę torów. Minerzy wyłożyli na nasypie ładunki trotylu, jednakże nie zdążyli uzbroić ich przed przyjazdem lokomotywy. Pociąg przejechał nienaruszony, partyzanci zaczekali jednak cierpliwie na kolejny, zaplanowany na godzinę 2:40. Gdy maszyna zatrzymała się bezradnie na torowisku setka rozwścieczonych Polaków runęła w stronę wagonów. Bilans odwetu był wręcz niesłychany - zabito lub ciężko raniono kilkudziesięciu Niemców (dane polskie i niemieckie są rozbieżne) przy minimalnych stratach własnych.
Z samego rana, 13 lipca 1943 r. Niemcy doprowadzili swoją zemstę do końca - rozstrzelano pozostałych przy życiu mieszkańców Michniowa, którzy nie zdecydowali się wcześniej na ucieczkę ze spalonej wsi. Po wojnie, w celu upamiętnienia bestialsko zamordowanych ludzi, ustawiono zbiorowy grób z nazwiskami ofiar. W ostatnich latach wybudowano także muzeum martyrologii, w pobliżu którego ustawiane są krzyże symbolizujące podobne wydarzenia w innych miejscowościach Polski. Placówka ta ma niebawem zmienić swoje oblicze, za sprawą twórców Muzeum Powstania Warszawskiego. Ich projekt zakłada przeistoczenie muzeum w multimedialne centrum, przekazujące wiedzę o tragicznych wydarzeniach w nowoczesny, intrygujący odwiedzających sposób.
0 komentarze:
Prześlij komentarz